Internetowy poradnik

Strona główna > Turystyka > Wyprawa na Przełęcz Krzyżne

Wyprawa na Przełęcz Krzyżne

Piątek 25 października 2013, przez natatry

Wychodząc z domu ok 6.00 spotkało mnie nie miłe zaskoczenie. Do Zakopanego zawitał pierwszy śnieg. Mimo tego ruszyłem w kierunku Kuźnic. Dalej wybrałem żółty szlak przez dolinę Jaworzynki.

Niska temperatura i duże łaty śniegu utrudniały nieco wędrówkę, ale po niecałej godzinie dotarłem do schroniska Murowaniec. Ciepła herbata postawiła mnie na nogi i podjąłem ryzyko wejścia na Krzyżne.

Szedłem samemu, dookoła cisza i pustka. Można powiedzieć, że Tatry mnie otoczyły. Czy wyjdę z tego cało? Przemierzając kamienne schodki między kosodrzewiną mogłem napawać się widokami i rześkim powietrzem. Po godzinie dotarłem do Czerwonego Stawu. Był prawie cały zamarznięty. Nadal żywej duszy w okolicy. Tylko ja i dolina Pańszczycy. Maszerując dalej obok Małej i Wielkiej Kopki zastanawiałem się czy nie zawrócić. Szlak robił się coraz trudniejszy ze względu na duże głazy pokryte śniegiem i lodem. Podjąłem trochę nieodpowiedzialną decyzje i ruszyłem dalej.

Było coraz gorzej, strome podejście było pokryte śniegiem. Tamtego dnia nikt przede mną nie podchodził na przełęcz. Dostrzegłem jednak kilka osób, które schodziły w moim kierunku. Jak się jednak później okazało, nasze spotkanie nastąpiło dopiero po dwóch godzinach. To było niesamowicie trudne i stresujące podejście, zważywszy, na to, że posiadałem tylko buty górskie, lekkie spodnie i bluzę. Na przełęczy cudowne widoki, które wynagrodziły mi trud wejścia. Dolina Pięciu Stawów mieniła się skąpana w słońcu.

Spotkałem kilka osób, z którymi zamieniłem kilka zdań. Postanowiłem zejść do "piątki" Ludzie przekonali mnie, że szlak wygląda dobrze i nie będzie problemu z drogą. Z lekką dozą nieufności zacząłem przedostatni etap mojej wycieczki. Po kilku minutach zrozumiałem, że była to błędna decyzja. Topniejący i śliski śnieg, który zakrył szlak okazał się bardzo niebezpieczny i trudny do przejścia. Minimalnym tempem i z ogromną dokładnością stawiałem kolejne kroki. Momentami było naprawdę niebezpiecznie. Po dwóch godzinach udało się dojść do partii z kosodrzewiną. Było już łatwiej. Maszerowałem po kamiennym, chodniku, docierając do schroniska nad Przednim Stawem. Szlaki, które latem są stosunkowo łatwe do pokonania w takich warunkach okazują się wyjątkowo trudne i niebezpieczne.

Po odpoczynku doliną Roztoki udałem się do Palenicy Białczanskiej. Miałem dosyć wrażeń jak na jeden dzień. Wyprawę do dzisiaj wspominał z większymi emocjami. Na szczęście zakończyła się pomyślnie.