Internetowy poradnik

Strona główna > Turystyka > O reformie TOPR-u

O reformie TOPR-u

Wtorek 23 lipca 2013, przez natatry

Nie można jednoznacznie ocenić ratownictwa górskiego w Tatrach. Trzeba sławić ratowników, którzy narażają życie za małe pieniądze. Z drugiej strony ukazuje się bezdyskusyjnie zły ustrój finansowania TOPR-u. Przykre, że wszyscy jako podatnicy opłacamy „szczęśliwe powroty” nieodpowiedzialnych turystów.

TOPR finansowany jest przede wszystkim z budżetu państwa. O wysokości każdej dotacji decyduje Minister Spraw Wewnętrznych i Administracji. I to jest najczęściej około 70% dochodów TOPR-u. Dodatkowo TOPRowcom przysługuje 15% ceny z biletu wstępu do Tatrzańskiego Parku Narodowego. Inne dochody? Pozostałe już mało znaczące, m.in. darowizny i 1-procentowe odpisy od podatku dochodowego.
Odsłania się nam ogromny problem – zdecydowaną większość kosztów działań TOPR-u ponoszą podatnicy. Jednorazowe użycie śmigłowca kosztuje co najmniej kilkanaście tysięcy złotych! A śmigłowiec w razie wołania o pomoc musi polecieć nie tylko na Orlą Perć, Rysy, Świnicę, Kościelec, Zawrat, ale także choćby na Giewont, który nie jest aż tak niebezpieczny, jak pozostałe wymienione szlaki. I nieodpowiedzialnym turystom nic nie można zrobić, to TOPR z naszej kasy za wszystko zapłaci. A ratownikom trudno stwierdzić, czy wezwanie jest właściwe. Nie ma co ich za to krytykować, gdyż w razie pomyłki musieliby się liczyć nawet z odpowiedzialnością karną!
Jak rozwiązać powyższy problem? W wielu państwach (m.in. w Czechach, Niemczech i u naszych „tatrzańskich sąsiadów” – na Słowacji) przyjęto model górskich ubezpieczeń. Jeżeli nie wykupi się polisy, za akcję płaci się z własnej kieszeni. A koszty te są ogromne. Idą niekiedy w kilkanaście tysięcy Euro. Rzecz jasna, ryzyko wypadku w polskich Tatrach jest wyraźnie mniejsze niż choćby w Alpach. Aczkolwiek z koniecznością przywołania ratowników w wyższych partiach trzeba się liczyć zawsze.
Istnieje także inne wyjście, ale w polskich warunkach zdaje się szalone. Nie tylko z uwagi na panującą społeczną gospodarkę rynkową, ale również, a chyba przede wszystkim świadomość Polaków. Już wyjaśniam, o co chodzi. Myślę mianowicie o pełnej prywatyzacji TOPR-u, ba, o zlikwidowaniu jego monopolu na ratowanie ludzi w Tatrach. Ta trzecia wizja wiąże się ze swoistą rewolucją w stosunkach społeczno-gospodarczych. Skutecznie konkurujące „firmy” niosące pomoc w górach mogłyby powstać tylko w państwie, w którym większością dziedzin życia zajmują się wyłącznie podmioty prywatne, a nie administracja publiczna, jak to jest obecnie. Naturalnie osiągnięcie takiego stanu wydaje się prawie niemożliwe.
Trudno wyrokować, jak będzie w niedalekiej przyszłości wyglądać tatrzańskie ratownictwo. Możliwe, że obierzemy kierunek zupełnie odmienny od trzech zaprezentowanych.